5 września 2016

,

Wirus bostoński, choroba bostońska, wysypka bostońska, bostonka, choroba dłoni, stóp i jamy ustnej. Co to jest, jak przebiega i jak leczyć?

Mówi się, że choroba bostońska atakuje głównie dzieci, natomiast sporadycznie także dorosłych. Organizmy osób dorosłych, które nie mają osłabionej odporności, dobrze sobie radzą z wirusem i zwykle nie dochodzi u nich do infekcji. Natomiast dorośli z obniżoną odpornością (czyli ja) są dużo bardziej narażeni na zarażenie. Wirus rozprzestrzenia się przez bezpośredni kontakt z wirusem, drogą kropelkową, a także przez kontakt z kałem lub innymi wydzielinami.
Skoro tutaj trafiłeś i czytasz ten wpis, to zapewne ten parszywy wirus dopadł i Ciebie. Powiem szczerze, że zanim zachorowałam na bostonkę, nigdy wcześniej nie słyszałam o niej. Być może dlatego, że dotychczas jakoś specjalnie nie interesowałam się chorobami małych dzieci, a to właśnie one najczęściej padają ofiarą tego wirusa.

Mówi się, że choroba bostońska atakuje głównie dzieci, natomiast sporadycznie także dorosłych. Organizmy osób dorosłych, które nie mają osłabionej odporności, dobrze sobie radzą z wirusem i zwykle nie dochodzi u nich do infekcji. Natomiast dorośli z obniżoną odpornością (czyli ja) są dużo bardziej narażeni na zarażenie. Wirus rozprzestrzenia się przez bezpośredni kontakt z wirusem, drogą kropelkową, a także przez kontakt z kałem lub innymi wydzielinami.

Choroba ta objawia się wystąpieniem gorączki, bólem gardła i złym samopoczuciem. Po 2-3 dniach zarówno na śluzówce jamy ustnej (u mnie na szczęście nie!), jak i na spodzie stóp, we wnętrzu dłoni (nieraz na innych częściach ciała) pojawia się wysypka w postaci płaskich, zaczerwienionych plamek, krostek, które mogą przerodzić się w bolesne pęcherzyki. Źródła podają, że objawy choroby zazwyczaj pojawiają się po około 3-5 dniach od momentu „spotkania” z wirusem. Wysypka znika po kilku dniach, jednak leczenie skutków choroby trwa dużo dłużej, nawet do kilku lub kilkunastu tygodni! Zdarza się, choć jak twierdzi mój lekarz, niezwykle rzadko, że dochodzi do utraty paznokcia, który następnie odrasta (mi właśnie zaczyna schodzić:(). Należy pamiętać, że nie zyskujemy odporności po raz przebytej bostonce, co więcej, można zachorować nawet już kilka tygodni po chorobie.

Tyle tytułem wstępu. A teraz krótko o tym jak choroba przebiegała u mnie…

Najprawdopodobniej zaraziłam się od brata (drogą kropelkową, bo raczej nie w wyniku kontaktu z kałem :D), który przyszedł do mnie któregoś dnia w odwiedziny. Wtedy jeszcze nie miał żadnych objawów, natomiast po paru dniach okazało się, że na dłoniach i stopach pojawiła się u niego wysypka (kilka krostek).

Po trzech dniach od spotkania z bratem, pojawił się u mnie ból gardła oraz niewysoka gorączka. Początkowo myślałam, że to zwykłe przeziębienie, spowodowane obniżoną odpornością po porodzie (minęły 2 miesiące od porodu), karmieniem piersią. Jednak ból gardła się nasilał i utrudniał przełykanie, w związku z tym zaczęłam podejrzewać u siebie anginę (miałam powiększone migdałki, ale bez ropnego nalotu). Dlatego też, następnego dnia z rana udałam się do lekarza, który do końca nie był przekonany, jaka może być przyczyna mojego złego samopoczucia. Zalecił wykupienie antybiotyku (ponoć bezpieczny przy karmieniu piersią), jeżeli objawy nasilą się. Jeszcze tego samego dnia zauważyłam u siebie bolącą krostkę na palcu dłoni oraz jedną krostkę na pięcie. Od razu skojarzyłam objawy, które pojawiły się także u mojego brata. Postanowiłam pójść nazajutrz ponownie do lekarza. Wszelkie wątpliwości zniknęły, ponieważ w nocy pojawiła się bolesna i swędząca wysypka na wewnętrznej stronie dłoni i na podeszwach stóp. Na domiar złego krosty pojawiły się w kącikach ust (można pomylić z zajadami) i właściwie na całym ciele.

Wizyta u lekarza potwierdziła moje przypuszczenia. Niestety z powodu karmienia piersią, niewiele mogłam zdziałać, gros produktów dostępnych na rynku nie nadaje się dla mam karmiących. Poza tym, jak w przypadku większości chorób wirusowych, leczenie choroby bostońskiej jest objawowe. Dlatego jedyne co zalecił mi lekarz to „Pudroderm” – płynny puder z dodatkiem mentolu, który ma cudowne właściwości chłodzące, a także miejscowo znieczula, działa przeciwświądowo, łagodząco i odkażająco (stosowany także przy ospie).

Aby zminimalizować ryzyko zarażenia cały ten czas (mimo panujących upałów) chodziłam zakryta, w rękawiczkach, skarpetach i maseczce, a wszystkie obowiązki związane z pielęgnacją dziecka, poza karmieniem, przejął mój mąż. To właśnie dzięki karmieniu piersią, Zosia prawdopodobnie otrzymała porcję przeciwciał, które obroniły jej organizm przed infekcją. Na rączkach i stópkach oraz w nosku pojawiło się kilka malutkich krosteczek, ale na szczęście nie towarzyszyła im gorączka. Tak więc Zosia przeszła bostonkę bardzo leciutko, natomiast jej mama wzięła wszystko na siebie.

Muszę dodać, że oprócz tego, że krostki swędziały, to były strasznie bolesne. Można porównać je do bólu po oparzeniu. Mając pokryte całe dłonie i stopy tymi wypryskami poruszanie się i normalne funkcjonowanie było praktycznie niemożliwe. W związku z tym, praktycznie przez około 5-6 dni unikałam chodzenia ograniczając się jedynie do leżenia.

Po 4 dniach krostki (które pękały i z których sączyła się jakaś surowica) zaczęły znikać bardzo powoli. W miejscach, gdzie znikały, zaczęła schodzić skóra (jak po oparzeniu). Niestety schodziła bardzo grubymi płatami (między innymi z opuszków palców, z pięt), co było dość bolesne. Przez około 2 tygodnie spałam w rękawiczkach smarując grubo maścią z witaminą A. Natomiast stopy nadal smaruję grubą warstwą maści lub kremu i śpię skarpetach do tej pory, a minęły już ponad dwa miesiąca.

Niestety nie da się powstrzymać czy uniknąć zejścia tej skóry, jednak warto nie zrywać pęcherzy, gdyż pod nimi jest bardzo wrażliwa, delikatna skóra. Lepiej zostawić je i poczekać, aż skóra pod pęcherzem się odbuduje (co jest bardzo trudne, bo pęcherze te są grube, robią się „zadziory” i łatwo zahaczyć o coś powodując nadszarpnięcie pęcherza).

Podsumowując i posiłkując się informacjami z wikipedii, która twierdzi, że przebieg choroby możemy podzielić na cztery okresy:
  1. Faza latentna – okres wylęgania trwający od 3 do 5 dni (od momentu spotkania z potencjalnym źródłem zarażenia minęły u mnie 4 dni)
  2. Faza prodromalna – około 2–3 dni (u mnie faza z bólem gardła i gorączką trwała 2 dni)
  3. Faza właściwa (wysypkowa/osutkowa) – około 7–10 dni ( u mnie wysypka trwała około 4-5 dni, po tym czasie powoli zaczęły znikać)
  4. Faza zdrowienia – do 4 tygodni (u mnie trwa właściwie do dzisiaj, czyli 10 tygodni, początkowo pojawiają się pęcherze, potem schodzi skóra, a w tej chwili schodzi mi paznokieć)

9 komentarzy:

  1. Niedawno słyszałam o bostonce ale szczerze mówiąc nie myślałam, że to takie paskudztwo złośliwe..

    OdpowiedzUsuń
  2. Gdyby nie Ty nie wiedziałabym że taka choroba istnieje:/ dobrze że masz to już za sobą!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja się cieszę, że już mam to za sobą!

      Usuń
  3. Dobrze że mąż nie zaraził się-byłoby to mocno kłopotliwe...

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam identyczne objawy, bolące plamy na dłoniach stopach, kącikach ust i bolą mnie brodawki,jestem 2,5 miesiąca po porodzie, kamię piersią. Synka wysypało na twarzy, ma pojedyńcze plamki na paluszkach u rąk i na stopach.
    co robić? najbardziej martwi mnie ból brodawek.

    OdpowiedzUsuń
  5. Czy w trakcie trwania choroby w ciągu dnia przemywała Pani twarz? Zauważyłam że większość pęchęrzy otwiera się w trakcie przemywania twarzy. Używam tylko szarego mydła ale i tak podrażania. Syn "przyniósł" chorobę bostońską z przedszkola. Przeszedł chorobę bardzo lekko, ale u mnie zaatakowała całą twarz i ręce. Okropny ból uniemożliwia spanie w nocy. Bardzo proszę o poradę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że dzieci przechodzą przez bostonkę lżej niż dorośli. Powiem szczerze, że ja ograniczyłam mycie do minimum i starałam się jak najmniej moczyć te pęcherze, żeby je wysuszyć (podobnie jak przy ospie). Wiem, że czas się dłuży, ale cierpliwości, za kilka dni ból minie i pęcherze znikną☺

      Usuń