31 października 2016

, ,

Podsumowanie miesiąca - październik 2016


Mimo, że początek miesiąca był cudowny, generalnie październik nie rozpieszczał piękną pogodą. Jednak udało nam się wybrać na cudowny spacer, podczas którego zrobiliśmy mnóstwo pięknych zdjęć.

Dziś mamy ostatni dzień października, zatem czas na podsumowanie miesiąca, który upłynął mi wyjątkowo szybko. Jeszcze niedawno było lato, ciepłe i długie dni, a już nastał listopad wraz z długimi i zimnymi wieczorami. Przyznam, że nieraz dopada mnie jesienna chandra, bo jestem absolutnie uzależniona od słońca. Kiedy za oknem słonecznie - jestem szczęśliwa, pełna energii, chętna do zmian, działania i mam masę planów oraz pomysłów. Natomiast kiedy znika za chmurami nie mam nastroju, nic mi się nie chce, a jedyne na co mam ochotę to jedzenie, spanie i nicnierobienie. Mimo, że początek miesiąca był cudowny, generalnie październik nie rozpieszczał piękną pogodą. Jednak udało nam się wybrać na cudowny spacer, podczas którego zrobiliśmy mnóstwo pięknych zdjęć.

Podsumowując, październik minął dość fajnie, ale nie tak jak sobie to zaplanowałam. Ale to nadrobię w listopadzie:) Mimo wszystko było kilka bardzo miłych momentów, którymi pragnę się z Wami podzielić. Październik umożliwił mi oderwanie się od rzeczywistości, a wszystko za sprawą książki, gofrów, wosku i zdjęć. Jak to możliwe? Przeczytajcie sami:)

Kulinarny powrót do dzieciństwa
Zawsze kiedy za oknem brzydko, mam ochotę na eksperymenty kulinarne lub przynajmniej wypróbowanie jakiegoś nowego przepisu. W październiku miałam ochotę na gofry. Właściwie to chodziły za mną już od paru miesięcy, ale jakoś zebrać się nie mogłam, żeby je wreszcie zrobić. Długo szukałam odpowiedniego przepisu i jak zwykle sprawdził się przepis z tej strony. Niestety nie posiadam kratki, na której mogłabym gofry wystudzić, dzięki czemu byłyby lekkie i chrupiące. Mimo to uważam, że przepis jest godny uwagi, a gofry wyszły GENIALNE. A dodatek bitej śmietany i jagód przypomniał mi dzieciństwo, kiedy jeździłam na wakacje do Babci. Czas spędzałam nad jeziorem, gdzie były budy z goframi, a tam najpyszniejsze właśnie z bitą śmietaną i jagodami. Tak więc warto mrozić owoce sezonowe, by potem móc pozwolić sobie na takie szaleństwo:)

Zawsze kiedy za oknem brzydko, mam ochotę na eksperymenty kulinarne lub przynajmniej wypóbowanie jakiegoś nowego przepisu. W październiku miałam ochotę na gofry. Właściwie to chodziły za mną już od paru miesięcy, ale jakoś zebrać się nie mogłam, żeby je wreszcie zrobić. Długo szukałam odpowiedniego przepisu i jak zwykle sprawdził się przepis z tej strony. Niestety nie posiadam kratki, na której mogłabym gofry wystudzić, dzięki czemu byłyby lekkie i chrupiące. Mimo to uważam, że przepis jest godny uwagi, a gofry wyszły GENIALNE. A dodatek bitej śmietany i jagód przypomniał mi dzieciństwo, kiedy jeździłam na wakacje do Babci. Czas spędzałam nad jeziorem, gdzie były budy z goframi, a tam najpyszniejsze właśnie z bitą śmietaną i jagodami. Tak więc warto mrozić owoce sezonowe, by potem móc pozwolić sobie na takie szaleństwo:D

Boże Narodzenie?
Jakiś czas temu skusiłam się na woski Yankee Candle. Stwierdziłam, że skoro są takie popularne, to chyba warto sprawdzić czym się wszyscy zachwycają. Nabyłam dwa zapachy: Home Sweet Home oraz Clean Cotton, sugerując się opisami i opiniami znalezionymi w Internecie. Moim pierwszym typem było Home Sweet Home, z aromatycznej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic. Producent podaje, że wyczuwalne aromaty to cynamon, świeżo zaparzona herbata oraz korzenne przyprawy. Nie mogę się nie zgodzić z tym opisem, aczkolwiek herbaty, a tym bardziej tej świeżo zaparzonej raczej nie wyczułam. Poza tym zapach jest bardzo przyjemny, dość intensywny i faktycznie całkiem długo się utrzymuje. Mi kojarzy się z przygotowywaniem pierniczków w okresie Świąt Bożego Narodzenia. Zapach przyjemny, ale nie mam pewności czy wart jest swojej ceny (6 zł) i całego szumu wokół niego i innych wosków Yankee Candle. Póki co jestem raczej zadowolona z zapachu, ale czytając opinie spodziewałam się większego WOW. Moje oczekiwania były chyba zbyt duże, a nastawienie na coś mega super hiper odegrało kluczową rolę i chyba dlatego trochę się zawiodłam. Ogólnie spoko, ale czy super? Polemizowałabym.
W listopadzie wypróbuję Clean Cotton. Za drogie są te woski, żeby je ot tak sobie spalić jeden po drugim!

Jakiś czas temu skusiłam się na woski Yankee Candle. Stwierdziłam, że skoro są takie popularne, to chyba warto sprawdzić czym się wszyscy zachwycają. Nabyłam dwa zapachy: Home Sweet Home oraz Clean Cotton, sugerując się opisami i opiniami znalezionymi w Internecie. Moim pierwszym typem było Home Sweet Home, z aromatycznej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic. Producent podaje, że wyczuwalne aromaty to cynamon, świeżo zaparzona herbata oraz korzenne przyprawy. Nie mogę się nie zgodzić z tym opisem, aczkolwiek herbaty, a tym bardziej tej świeżo zaparzonej raczej nie wyczułam. Poza tym zapach jest bardzo przyjemny, dość intensywny i faktycznie całkiem długo się utrzymuje. Ale nie mam pewności czy wart jest swojej ceny (6 zł) i całego szumu wokół niego i innych wosków Yankee Candle. Póki co jestem raczej zadowolona z zapachu, ale czytając opinie spodziewałam się większego WOW. Moje oczekiwania były chyba zbyt duże, a nastawienie na coś mega super hiper odegrało kluczową rolę i chyba dlatego trochę się zawiodłam. Ogólnie spoko, ale czy super? Polemizowałabym.  W listopadzie wypróbuję Clean Cotton. Za drogie są te woski, żeby je ot tak sobie spalić jeden po drugim!

Spotkanie z przyjaciółmi sprzed lat
W październiku zaczęłam czytać w wersji angielskiej Harry'ego Potter'a i przeklęte dziecko. Powiem szczerze, że byłam zaskoczona, kiedy się dowiedziałam, że tak naprawdę nie jest to ósma powieść autorstwa J.K. Rowling. Jest to jedynie sztuka teatralna napisana przez Jacka Thorne’a na podstawie historii autorstwa J.K. Rowling. Mimo takiej formy, a także zmiany autora, czyta się ją bardzo przyjemnie. Fabuła osadzona jest dziewiętnaście lat po wydarzeniach z siódmej części Harry’ego Pottera i Insygniów Śmierci, a głównym wątkiem scenariusza są zmagania z demonami przeszłości dorosłego Harry'ego Pottera i jego bliskich. Poza tym, nie tytułowy bohater, lecz jego syn zmagający się z legendą ojca wysuwa się na pierwszy plan. W sztuce, z racji formy, królują dialogi, a brakuje barwnych opisów, do jakich przyzwyczaiła nas autorka. Mimo wszystko, uważam, że jest to lektura obowiązkowa dla tych, którzy dorastali z Harrym Potter'em. Myślę, że pozwala wrócić do magicznego świata ulubionych bohaterów w dzieciństwa.

Źródło

Przeżyjmy to jeszcze raz
W październiku wreszcie uporałam się ze zdjęciami na komputerze. Już od dawna planowałam wywołać zdjęcia i wkleić je do naszego albumu, który czekał sobie na półce już od kilku miesięcy. Październikowe brzydkie wieczory okazały się idealne na wykorzystanie je w taki sposób. Zdecydowaliśmy, że nasz album będzie zawierał zdjęcia począwszy od naszego ślubu. Długo wybieraliśmy te do wywołania, ponieważ od ślubu minęły już 2 lata, a zdjęć mamy tysiące. Zależało nam także, aby wybrać dosłownie po kilka sztuk z każdej okazji, a tych, jak się okazało, było bardzo dużo. Najtrudniej było wybrać te z Córeczką. Nasza Zosia ma dopiero 6 miesięcy, a zdjęć prawie 2 tysiące:) Po wielu godzinach udało nam się wybrać 400 zdjęć do wywołania. Teraz, po wklejeniu wszystkich zdjęć doszłam do wniosku, że i tak za dużo ich wybraliśmy, bo zdarzały się zdjęcia niewiele różniące się od siebie. Na przyszłość wybierzemy maksymalnie po 6 zdjęć z danej okazji czy wyjazdu. Poza tym, mamy album z wklejanymi zdjęciami, którego zapełnienie zajmuje dużo więcej czasu. Kolejny album, jaki kupimy, będzie chyba z foliowymi kieszonkami, ale z miejscem na podpisy. Tak czy siak, jestem strasznie zadowolona z efektu i teraz zdecydowanie częściej będziemy wracać do naszych zdjęć. Oglądanie zdjęć na komputerze jest niewygodne, męczące i nużące, dlatego zachęcam do zrobienia przeglądu swoich zdjęć i przeniesienia ich do takiego tradycyjnego albumu.

W październiku wreszcie uporałam się ze zdjęciami, tymi na komputerze i tymi w albumie. Już od dawna planowałam wywołać zdjęcia i wkleić je do naszego albumu, który czekał sobie na półce już od kilku miesięcy. Październikowe brzydkie wieczory okazały się idealne na wykorzystanie je w taki sposób. Zdecydowaliśmy, że nasz album będzie zawierał zdjęcia począwszy od naszego ślubu. Długo wybieraliśmy te do wywołania, ponieważ od ślubu minęły już 2 lata, a zdjęć mamy tysiące. Zależało nam także, aby wybrać dosłownie po kilka sztuk z każdej okazji, a tych, jak się okazało, było bardzo dużo. Najtrudniej było wybrać te z Córeczką. Nasza Zosia ma dopiero 6 miesięcy, a zdjęć prawie 2 tysiące:) Po wielu godzinach udało nam się wybrać 400 zdjęć do wywołania. Teraz, po wklejeniu wszystkich zdjęć doszłam do wniosku, że i tak za dużo ich wybraliśmy, bo zdarzały się zdjęcia niewiele różniące się od siebie. Na przyszłość wybierzemy maksymalnie po 6 zdjęć z danej okazji czy wyjazdu. Poza tym, mamy album z wklejanymi zdjęciami, którego zapełnienie zajmuje dużo więcej czasu. Kolejny album, jaki kupimy, będzie chyba z foliowymi kieszonkami, ale z miejscem na podpisy. Tak czy siak, jestem strasznie zadowolona z efektu i teraz zdecydowanie częściej będziemy wracać do naszych zdjęć. Oglądanie zdjęć na komputerze jest niewygodne, męczące i nużące, dlatego zachęcam do zrobienia przeglądu swoich zdjęć i przeniesienia ich do takiego tradycyjnego albumu.



4 komentarze:

  1. Ja ostatnio nie mam weny na cztanie a stosik na szafce się już piętrzy :/ muszę to nadrobić. W taką pogodę mam chęć na jakąś lekką i przyjemną książkę. Ja swoje woski już prawie spaliwszy...będę jechać po nowy zapas świątęcznych wosków :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może będzie wena na czytanie teraz, kiedy o 16 robi się ciemno...masakra;/ coś lekkiego? To może Harry?:D A jakie zapachy planujesz na Święta?

      Usuń
  2. Sądząc po wpisie wydaje się, że mimo średniej pogody miałaś ciekawy październik:) Słyszałam zachwyty nad Yankee Candle wśród moich znajomych. Muszę spróbować ale ciężko wybrać z takiej ilości zapach..(nie miałaś z tym problemu?)Co do gofrów to mi również nie wychodzą nigdy chrupiące jak przykładowo te nad morzem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto spróbować tych Yankee, może jakiś świąteczny zapach? Ja miałam ogromny problem, żeby wybrać, ale sugerowałam się opisami i opiniami.

      Usuń