12 maja 2017

,

Mój dzień godzina po godzinie - wyzwanie Hour by Hour 2017

W ramach wyzwania fotograficznego Hour by Hour organizowanego przez Kasię z Worqshop oraz Kasię z Antilight postanowiłam uwiecznić mój dzień godzina po godzinie na zdjęciach. Celem tego wyzwania jest robienie zdjęć co godzinę wszystkiemu co nas aktualnie otacza, od momentu pobudki do pójścia spać. Bez zbędnego przygotowania możemy złapać naszą codzienność i zamknąć ją w kadrach zdjęć. Trudno chyba o lepszą i bardziej wiarygodną formę dokumentowania ulotnych chwil.
 
Na dzień zdjęciowy wybrałam czwartek 11 maja 2017 roku. Ot taki zwykły dzień, żadnej restauracji, kina, teatru, imprezy, spotkań. Rutyna. Ale moja rutyna, którą kocham. 
Zapraszam do oglądania:)
11.05.2017 r. godzina po godzinie
Pobudka. Od ponad roku już nie nastawiam budzika. Mam swój osobisty, który budzi codziennie o innej godzinie. Jest niezawodny, bo zawsze obudzi. Nawet w nocy. Nazwałam go Zosia. Niestety nie ma opcji "drzemka".
Po porannej toalecie Córki, śniadaniu itp. przychodzi kolej na mnie. Już od prawie półtora roku piję na czczo kubek ciepłej wody z cytryną i odrobiną miodu (ostatnio cytrynę zamieniłam na witaminę C). Myślę, że w głównej mierze dzięki temu znacznie mniej choruję. Po więcej informacji odsyłam Was do mojego wcześniejszego wpisu, który możecie przeczytać tutaj.
Potem moje śniadanie - serek wiejski, szczypiorek (wyhodowany z cebulki:D), pomidor + kromka chleba.
Szykujemy się do wyjścia do sklepu po drobne zakupy spożywcze i po strój kąpielowy dla Zosi (zobaczcie ofertę Lidla). Mimo maja wybieramy ciepłą kurtkę:(
Zakupy zrobione. I matka i córka zadowolone:) Po powrocie należy sprawdzić czy wszystko się zgadza. Trzeba wszystko wyjąć, obejrzeć, sprawdzić czy da się otworzyć, nieraz polizać.
Najczęściej jadam co 3-4 godziny, więc 10:30 to pora posiłku. Dziecko najedzone, więc teraz mamusia je, kolejny dzień to samo... Jestem bardzo monotematyczna, jak coś mi posmakuje - jem to, aż mi się znudzi. Tak więc dzisiaj, chyba piąty dzień z kolei jem na drugie śniadanie kaszę jaglaną ugotowaną na wodzie + rozgnieciony (to ważne!) widelcem banan + trochę twarogu. Mniam.
Zasnęła, zmęczona zabawą, tańcami i śpiewem mamusi. Szumiś trochę pomógł, ale za bardzo wysilać się nie musiał. Mam mniej więcej dwie godziny dla siebie, więc poskładam pranie, nastawię kolejne pranie, pozmywam, trochę posprzątam...
...podleję kwiaty i porobię zdjęcia mojego balkonu po metamorfozie, o której przeczytacie już niedługo:)
Na lancz wypijam szklankę ulubionego kefiru + jabłko. Dziecko jeszcze śpi, ale zakładam, że za chwilę się obudzi. Mam jeszcze parę chwil na przygotowanie zdjęć do kolejnego wpisu na bloga.
13:36
Nie, jednak już nie mam. Królewna już nie śpi i postanowiła poinformować o tym cały blok. A co tam, niech wiedzą.
Najedzona Zosia zajęła się bieganiem po mieszkaniu, więc ja szykuję obiad. To co widzicie na zdjęciu to nie są obierki, które powędrują za chwilę do kosza. To będzie nasz obiad...Zapewniam, że smaczny!
Idziemy na spacer. Mogę policzyć na palcach u jednej ręki (no może u dwóch) dni, kiedy nie byłam na spacerze z Córą. To nasz codzienny rytuał, który uwielbiam (jak jest zimno i brzydko, to uwielbiam trochę mniej, ale nadal uwielbiam). Łapiemy promienie słońca, jednocześnie skrywając się przed zimnym wiatrem, wszak zimna Zośka się zbliża!
Obiad z obierków. Mega tani i mega szybki i mega pyszny. Uwielbiam. Przepis znajdziecie tutaj.
 Odrobinę się wyciszamy. Czytamy bajki, oglądamy książeczki...
Rysujemy, broimy i niszczymy:)
Czas na wieczorną kąpiel w doborowym towarzystwie. Kaczka i jej paczka zawsze na posterunku. Po chwili "walki" Zosia zasypia i (jak się okazuje) śpi nieprzerwanie do godziny 6:15! Super! Ale codziennie budzi się coraz wcześniej...
Po ogarnięciu domu, czas ogarnąć i siebie. Szybki prysznic, jako balsam do ciała - olej kokosowy i do łóżka, bo na dziś mam bardzo ambitny plan!
Wreszcie poczytać wypożyczoną z biblioteki książkę. Termin oddania się zbliża, a ja jestem w polu. Plan sobie, życie sobie, przypomniało mi się o mokrym praniu w pralce i prasowaniu...

A jak wygląda u Was taki typowy dzień z życia? Co myślicie o tym wyzwaniu?

8 komentarzy:

  1. Fantastyczny wpis. Fajny konkurs i fajny dzień:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Super! Trafiłam tu przez Kasię z worqshop, właśnie szykuję mój wpis your by your... Pewnie mi z tym zejdzie do poniedzialku, ale też mam takiego małego zucha, wiec co nieco mamy podobnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Robienie czegokolwiek z małym "pomocnikiem" troszkę się wydłuża:) Trzymam kciuki, żeby Ci się udało. Chętnie zajrzę do Ciebie:)

      Usuń
  3. Mam zdecydowanie tak samo w kwestii jedzenia - jak coś mi podpasuje, jem do znudzenia ;) U mnie ostatnio prym wiodą placki bananowo- jaglane. NO UWIELBIAM!
    Za to koniecznie musze spróbować shakshuki i kupić urządzenie do warzywnego spaghetti!
    Jeśli masz ochotę zerknąć na mój dzień, zapraszam do siebie
    http://wikilistka.pl/hour-by-hour/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coraz więcej osób mówi o tych plackach jaglano-bananowych, więc chyba i ja muszę ich wreszcie spróbować:) Shakshuki też brzmi ciekawie!
      Nie widziałam takiego sprzętu do warzywnego spaghetti, pewnie przypomina obieraczkę do warzyw? Taka obieraczka też daje radę, ale spaghetti warzywne byłoby też genialne!
      Biegnę do ciebie zobaczyć Twój dzień:)

      Usuń
  4. To się nazywa piękny dzień, cudownie go sfotografowałaś! :) Bardzo się cieszę, że dzięki wyzwaniu poznałam tyle fantastycznych kobiet, które tak dzielnie łączą kilka ról :).

    Przecudne są Twoje zdjęcia, bije od Ciebie dużo sympatii :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Strasznie mi miło, dziękuję serdecznie! My kobiety już tak mamy, że musimy być dzielne by sprostać wszystkim wyzwaniom i obowiązkom:)
      A wyzwanie faktycznie jest super. Dzięki niemu można się trochę bliżej poznać:)

      Usuń